Moje życie na czterech kołach cz.6

2009-04-30

Cz.5

Przyszedł marzec, miesiąc powrotu na stół operacyjny. Zanim jednak o operacji warto wspomnieć o akcji 1% która wtedy trwała w najlepsze, była rozległa. Tyle ujmując to krótko, a obszerniej? Były ulotki, była poczta pantoflowa i ta całkiem normalna. Powstała sieć której większości zakamarków nie dane mi było poznać, wiem że po chwili informacja żyła własnym życiem. Ile osób przekazało w jej wyniku swój 1% i „załatwiło” mi rehabilitacje? Liczb nie znam nie pracuje przecież w skarbówce, domyślam się, że była to wielka grupa ludzi i wszystkim dziękuję, dzięki wam rehabilituje się nieustająco.

Wracając do operacji, zapewniła mi przerwę od nauki, to było takie piękne. W szpitalu jak w szpitalu nie można narzekać, spędziłem 6dni z czego dwa przed krojeniem. Padło parę rekordów, między innymi prawie dwudniowa głodówka. Chlubnym rekordem jest jednak 1,5-2 książek czytanych na dobę, trochę marnie się tam spało. Samej operacji nie pamiętam bo i jak, głupi jaś i dobranoc. Gdy obudziłem się ogłupiony jeszcze rentgen kontrolny i dowiedziałem się, że się udało bez komplikacji.

Następnego dnia nadeszła zła wiadomość, płytka z której chciałem zrobić wisiorek została skonfiskowana, a ja na pocieszenie dostałem śrubki. Dwa dni później wybyłem do domu gdzie powoli odzyskując siły upajałem się lenistwem.

Po powrocie energii ponownie wpadłem w rytm rehabilitacji, nauki i życia. Nadszedł kwiecień, zbliżał się koniec roku i matury. Czas leciał błyskawicznie nie wiedzieć na czym nim się obejrzałem miałem w reku świadectwo i czułem się jak człowiek wolny. Spędzając wolny czas na jeździe wokół parkingu doczekałem majowego weekendu a następnie egzaminów.

Do matury starałem się podejść na luzie, wyszło jak wyszło. Głupio mi tylko, że był to trzeci egzamin wedle którego jestem krypto-humanista. Dlaczego krypto? Bo ja uparcie twierdze, że moja mekka to majca. A egzaminy swoje i zawsze mam lepszy wynik z części humanistycznych, zawsze.

W tak zwanym między czasie rodzice próbowali zamienić/sprzedać nasze mieszkanie o czym dowiedziałem się po maturze. Na oku mieli jedno z którego piszę dziś. Po pewnych perypetiach stare mieszkanie się sprzedało i wyszliśmy mniej lub bardziej na zero, bardziej mniej ale kto by się przejmował.

W połowie maja zamieszkałem na nowych śmieciach najpierw sam później z rodziną. O tym w następnej części.

2009-05-06 Bambo

Jesteś dla mnie koleżko ciekawym przypadkiem. Hehehe! Pozdrawiam!

2009-06-12 Marcin

Masz fajny sposób pisania :-) Ja miałem odwrotnie w liceum - zawsze uważałem się za humanistę, a najlepsze oceny miałem z matmy jakimś cudem. Pozdrawiam z Luksemburga!

Dodaj komentarz:

Obrazek Weryfikujacy

Ostatnie wpisy

Sponsorzy i patronaty:

Copyright © OcalicMarzenia.pl
Projekt i wykonanie: rzmota.com