Wyjazd numer jeden.

2009-07-13

Pora napisać coś serio, wasza wiedza o moich poczynaniach kończy się na wakacjach 2008 wiec jak wakacyjnie wypada napisać o pierwszym moim wyjeździe w świat. Wyjazd ten organizowany przez Far planowo miał pokazać mi w superlatywach i nie tylko moja sytuacje, był on zarazem pierwszym moim kontaktem na serio z Farem.

Na miejsce obozu dostarczył mnie ojciec, jechałem tam poznać życie osób niepełnosprawnych, do których się zaliczam. Brzmi to majestatycznie i pięknie. Na miejscu nastąpiła szybka weryfikacja, bo jak się dowiedziałem nie przyjechałem do niepełnosprawnych a do kulawych a obóz wypadałoby przemianować na obóz pracy. Pracy nad sobą fizycznej, intelektualnej i kapkę socjalno-społecznej. Przypadło mi to do gustu i zapowiadało się spoko, do pewnego momentu.

Dni były uporządkowane i zaplanowane, co dla mnie nie było nowością i tak robiłem wcześniej w szpitalu. Popróbowałem trochę sportu, za który raczej nigdy bym się nie zabrał (tj. łucznictwo). Ale idąc dalej pojawiały się rzeczy dla mnie znane jak również takie, które były dla mnie do tego stopnia codzienne ze Az nudne a tu stawały się obiektem ćwiczeń i trzeba było robić to w kolko. Nie mowie ze to złe ćwiczenie czyni mistrza, wiadomo także ze każdemu się nie dogodzi. Po dłuższym czasie to ze niektóre ćwiczenia działały mi na nerwy to tylko i wyłącznie moja wina, ten obóz byłby dla mnie perfekcyjny, ale dobre kilka miesięcy wcześniej, zwlekałem i wyszło jak wyszło.

Zostawiając kwestie ćwiczeń, ale jeszcze nie całkiem gestie planu przechodzimy do elementu, który również był w naszym mega planie, wypad na miasto, byłem przekonany ze może to być spoko w końcu zebraliśmy się tam żeby pokazać sobie i innym ze kulawy tez potrafi. Okazało się ze z ośrodka wyściubiliśmy nosy raz na wycieczkę, co by zobaczyć posąg żubra w lesie nieopodal i poznać parę faktów o okolicy. I tyle, w sumie przez tydzień pokazywaliśmy światu że się da, tyle ze we własnym gronie.

Idea jest bajerancka organizacja obozu tez perfekt, ale z powodu przesunięcia mojego przybycia tam o kilka miesięcy czułem się głupio słuchając o czymś, o czym wiem albo ćwicząc setny raz coś, co robie codziennie. Nie twierdze ze jestem taki super i wiedziałem wszystko o wszystkim, ale niektóre rzeczy były już nie dla mnie.

Mimo wszystko fajnie było być tam i nauczyć się paru rzeczy: jak wejść do basenu nie robiąc sobie krzywdy, ze bandaż elastyczny to najlepszy przyjaciel tetraplegika, i ze są ludzie, którym chce się zrobić coś dla innych. Rozśmieszyła mnie jedynie ta zamknięta formuła całej tej zabawy ,ale ja to dziwny jestem i upierdliwy.

Dodaj komentarz:

Obrazek Weryfikujacy

Ostatnie wpisy

Sponsorzy i patronaty:

Copyright © OcalicMarzenia.pl
Projekt i wykonanie: rzmota.com